Wieczór Życia. Varg Vikernes

Jak wielu z was wie, zawsze miałem sporo szczęścia w życiu. Nie jestem ani głupi ani leniwy, zawsze cieszyłem się dobrym zdrowiem, nigdy nie miałem problemów z uzależnieniami i żyję z tego co inni określiliby jako hobby; pisanie książek o mitologii, komponowanie muzyki i wkrótce, również   tworzenie gry. Mam piękną i inteligentną żonę, mamy trójkę ( a niedługo czwórkę) pięknych i inteligentnych dzieci. Mam też piękną i inteligentną córkę z czasów życia przed więzieniem. Mieszkam na wsi i jestem otoczony przez przyjazne twarze,  każdego dnia oddycham czystym powietrzem i większość czasu spędzam ze swoją  rodziną. Jeśli chcę pospacerować w lesie, wystarczy że przejdę na drugą stronę ulicy i już tam jestem….

Jak wielu z was pewnie wie, zawsze miałem też burzliwe życie. Nie jestem ani tchórzem ani nie umiem też siedzieć cicho, kiedy wielu uważa, że  powinienem, zawsze miałem dość szczęścia, żeby wygrać większość walk ( coś, co prowokowało jeszcze więcej walk i tak bez końca)i zawsze ścierałem się z niesprawiedliwymi władzami, spędziłem wiele czasu za kratami skazany za morderstwo, które powinno być zaklasyfikowane jako akt samoobrony. Mam wielu wrogów i większość z nich chce mi wyrządzić krzywdę , jestem zawsze gotowy do obrony i podejmuję środki ostrożności. Cokolwiek robię – jestem gotowy na wszystko.

Prawie tak…

img_0192

Całe życie żyłem w strachu; w przedszkolu, w szkole podstawowej, w szkole średniej, w technikum, w więzieniu a nawet po więzieniu. Zawsze byłem z kimś w konflikcie;  gdy byłem trochę starszy – ryzykując zdrowiem, a w późniejszym okresie – także życiem. Zawsze byłem górą, kiedy miało to znaczenie, ale zagrożenie pozostawało. Wygranie walki nigdy nie oznaczało tak naprawdę zwycięstwa, a tylko to, że kolejna walka będzie trudniejsza do wygrania. I trudniejsza. I jeszcze trudniejsza. Przegrani zawsze wrócą, wzmocnieni, liczniejsi, z większymi sojusznikami. Przegranie walki byłoby w pewnym sensie lepsze bo zakończyłoby to błędne koło.

Strach jest -jak  wszyscy wiemy – nieprzyjemnym uczuciem; suchość w ustach, słabość w nogach, drżące ręce i chęć wydostawania się z tej sytuacji. Konflikt między strachem a dumą, strachem a wolą zwycięstwa za każdą cenę, strach przed fizyczną krzywdą a strach przed utratą honoru- także wiele w tym kontekście znaczą. Strach jest w rzeczywistości instynktem samozachowawczym, choć często niedocenianym.

W pewnym momencie życia zdałem sobie sprawę, że przestał mnie obchodzić strach. Wciąż czuję strach, wciąż zdaję sobie sprawę z zagrożenia, na które się wystawiam, ale przestałem o to dbać. Jedyne co jest dla mnie ważne, to w jaki sposób bez względu na własne bezpieczeństwo poradzić sobie z niebezpieczną sytuacją, w której się znalazłem. Jeśli jest moja rodzina- by chronić rodzinę. Jeśli nie ma rodziny – by bronić honoru i być wzorem do naśladowania dla swoich dzieci. Także wiem, że gdyby np. jedno z moich dzieci wpadło do lodowatego strumienia, gdzie czekałaby je niechybna śmierć, wskoczyłbym za nią lub  za nim i zrobiłbym wszystko żeby je uratować, nawet jeśli oboje mielibyśmy zginąć. Nie ma innej opcji, byłbym przestraszony ale nie dbałbym o to. To jest program w mózgu, który uruchamia się kiedy jest się ojcem.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam, że jestem w żaden sposób wyjątkowy. Tak po prostu jest gdy się jest ojcem. To jest to co czyni z prawdziwych mężczyzn posiadanie dzieci. Do głosu dochodzi natura: Twoja przyszłość jest zabezpieczona; Twoje DNA przetrwa, już wygrałeś grę życia i nie musisz się martwić czy odniesiesz obrażenia bądź umrzesz. Śmierć jest nowym początkiem i szansą na zdobycie chwały. Chwała Śmierci, wieczorowi życia. Chwała Śmierci, która zmywa złe i zachowuje dobre. HailaR WôðanaR

Varg Vikernes

Advertisements
Posted in Uncategorized | Leave a comment

Na zarośniętych ścieżkach

 

Istnieje wiele ścieżek, którymi możemy iść przez życie, ale większość podąża szerokimi, asfaltowymi, łatwymi drogami, które prowadzą tylko do duchowej miernoty i stagnacji. Na końcu tej drogi nie pozostawiają oni żadnego śladu swojej egzystencji i odchodzą w zapomnienie. Jak bydło podążają za tym, który idzie przed nimi i znikają w nicości. Wybierają tą ścieżkę bo stawia ona najmniej oporu i oferuje najbardziej komfortowe życie.

Są jednak inne drogi, którymi można iść przez życie. Bez wątpienia ścieżki, którymi kroczyli nasi przodkowie są dziś zarośnięte. Nikt nimi od dawna nie chodził i natura zabrała większość z nich. Należy uważnie szukać, żeby je w ogóle odnaleźć. Jednak te ścieżki nie są łatwymi. Ci, którzy podążają zarośniętymi ścieżkami natkną się na pokryte mchem głazy i korzenie w ciemnych lasach. Często poślizgną się i upadną w błoto, utkną na bagnach i będą musieli przepłynąć niebezpieczne  nurty. Poza rzadkimi wędrowcami, których można tam spotkać w dziczy, są to ścieżki samotne. Musisz wędrować samotnie.

Kiedy zarośnięte ścieżki krzyżują się z asfaltowymi drogami stada, samotny wędrowiec- często brudny i ubrany w łachmany- spotka się z obelgami i szyderstwem, strachem i nienawiścią.  Bydło idące za przewodnikiem nie lubi intruzów. Osoba podróżująca samotnie wzbudza zawsze zmieszanie i niepewność w szeregach tępogłowych. Bydło nie odnajduje tajemnic, duchowego oświecenia i starożytnej wiedzy na asfaltowych drogach. Runy i złote okruchy bogów można znaleźć  tylko w zielonej trawie pod mchem na zarośniętych ścieżkach. Duchowe oświecenie można odnaleźć tylko wtedy jeśli przestanie się iść po śladach tych którzy kroczą z przodu i spojrzy się, w górę,  na niebo w poszukiwaniu przemiany. Starożytną wiedzę można znaleźć tylko idąc tam którędy szli starożytni i postępując tak jak nasi przodkowie.

Nie jest łatwo znaleźć zejście z głównej drogi na zarośnięte ścieżki.  Większość ludzi przebiega przez nie nawet ich nie zauważając.  Należy ich szukać w najmniej oczekiwanych miejsc i nawet wtedy można je przeoczyć. Niektórzy mają więcej szczęścia i dostają wskazówki od innych.  Tym co decyduje jest przede wszystkim przeznaczenie i ci, którym dane jest odnaleźć zarośnięte szlaki, w końcu na nie trafią. Czy tego chcą czy nie.

Ja kroczę taką zarośniętą ścieżką i pewnie dlatego ludziom ciężko zrozumieć to o czym mówię, myślę i co robię, i wielu reaguje odrazą i strachem, nieważne co zrobię i powiem. Ale co z tego? Wiem co w życiu jest ważne i dbam tylko o duchowych bohaterów i bohaterki, Ernhejres i Walkirie, których sporadycznie spotykam w dziczy, tych którzy odnaleźli zejście z asfaltowych dróg.  Dbam tylko o silne jednostki, które szukają run, złota bogów w zielonej trawie. Szanuje tylko tych, którzy jak ja – idą zarośniętymi ścieżkami. Szare masy nic nie znaczą. Walhala nie jest dla owiec.

Aurum nostrum non est aurum vulgi

(Nasze złoto nie jest złotem zwykłych śmiertelników)

Varg “Loki” Vikernes
(December 2004

gory 1047-3gory 1043-2

gory 1014

gory 1029

gory 1033 Continue reading

Aside | Posted on by | Leave a comment

Chcę całą moją garmonbozię czyli czym żywią się demony

Zastanawiając się nad problematyką tego artykułu przyszła mi na myśl pamiętna i dziwna  scena z   filmu Miasteczko Twin Peaks . Widzimy w niej   jak Człowiek z innego miejsca oraz Mike mówią jednym głosem : ” Bob, chcę całą moją garmonbozię” . Słowo to tłumaczone jest jako ból i smutek lub raczej ból i strach, emocje którymi żywią się demony z „czarnej chatki”.

Kim są człowiek z innego miejsca i Mike żądający garmonbozii? Kim są  istoty demoniczne mieszkające w czarnej loży?

Pozostawmy na chwilę metafizykę i  przyjrzyjmy się na  anatomii ludzkiego mózgu.

Ciało migdałowate lub jądro migdałowate  (ang. amygdala)  to parzysta  część układu limbicznego  położona w części skroniowej mózgu, tuż obok hipokampa.  Ten niewielki  obszar o wielkości ok. 1,5 cm przypominający swoim kształtem migdał jest najstarszą i najbardziej pierwotną strukturą ludzkiego mózgu. Odpowiada za atawistyczne reakcje jak agresja i strach.

Image

Ciało migdałowate odgrywało kluczową rolę na wczesnym etapie ewolucji , gdyż zapewniało przetrwanie jednostki. W obliczu zagrożenia alarmowało organizm i mobilizowało do działania uruchamiając reakcje walki/ ucieczki. Pociągało to za sobą lawinę reakcji hormonalnych, w tym wydzielanie adrenaliny,  a co za tym idzie,  procesy fizjologiczne jak pompowanie krwi do mięśni,  wzrost ciśnienia, podniesiony puls. Z punku widzenia ewolucji rola ciała migdałowatego była kluczowa i stanowiła  o być albo nie być osobnika.

Image

Ciało migdałowate jako najbardziej pierwotna część układu limbicznego określana jest też jako mózg gadzi (reptilian brain).  Dlaczego taka nazwa? Ponieważ swoją strukturą przypomina mózgi gadów. To najstarszy program jaki działa w ludzkim mózgu, rozwinięty jeszcze przed wykształceniem się czołowych płatów. Jest on w znacznym stopniu niezależny od „nowszej” myślącej części mózgu ( cerebrum).

Image

 

Problem z ciałem migdałowatym polega na tym, że w zakresie swego działania jest on oprogramowaniem starym i nieaktualnym. O ile w przeszłości program ten miał sens i chronił nas przed niebezpieczeństwami jak atak niedźwiedzia , o tyle dziś stanowi niefunkcjonalny anachronizm – i poza skrajnymi przypadkami – pozostaje nieużyteczny.

Można powiedzieć, że ciało migdałowate nie ma dziś na ogół nic do roboty. Nie musimy na co dzień walczyć lub uciekać przed niedziwieniem  ani bronić się przez napaścią innego plemienia. Mamy zapewniony mniejszy lub większy poziom bezpieczeństwa. Ale ciało migdałowate nudzi się. I z nudów wymyśla sobie zajęcia. Ponieważ nie ma realnych zagrożeń – tworzy sobie wyimaginowane.

Reakcja pompowania krwi do mięśni i przyśpieszony puls są jak najbardziej na miejscu w przygotowaniu do walki lub ucieczki przed biegnącym na nas tygrysem szablo zębnym ale już niekoniecznie w czasie prezentacji publicznej czy wejściem do widny.

Fobie, lęki, nerwice są niczym innym jak wadliwym działaniem starego oprogramowania naszego mózgu, a konkretnie ciała migdałowatego, które „wymyśla sobie pracę” .

Należy dodać, że poza strachem ciało migdałowate odpowiada również za agresję. W sytuacji zagrożenia – realnego lub nie- odwołuje się do zachowań opartych na przemocy. Strach rodzi agresję.

Ciało migdałowate jako centrum strachu to dom naszego ego. W różnych koncepcjach i nurtach związanych z rozwojem duchowym ego postrzegane jest jako źródło ludzkiego cierpienia. Wszelkie oświecenie i ewolucja świadomości możliwa jest tylko gdy wyjdziemy poza ego, przezwyciężymy je.

Tak samo jak mózg gadzi bazuje na pierwotnych instynktach, zwłaszcza strachu, tak ego potrzebuje do życia podobnych atawistycznych emocji.

Eckhart Tolle,  mówi że ego żywi się lękiem i cierpieniem. Poddając się tym negatywnym stanom emocjonalnym karmimy nasze ego. Jednak ego jest nienasycone i chce coraz więcej i więcej pokarmu. Można powiedzieć, że jego apetyt rośnie w miarę jedzenia. Żarłoczność ego nie zna granic. Za każdym razem kiedy nadajemy wagę czemuś negatywnemu, walczymy z tym, bronimy się przed tym,  w rzeczywistości wzmacniamy tą negatywną energię.

Wróćmy jeszcze na chwilę  do anatomii i medycyny.

W psychopatologii znany jest przypadek kobiety, która na skutek rzadkiej choroby doznała całkowitego uszkodzenia ciała migdałowatego. Badania naukowe i obserwacje ujawniły, że nie była ona zdolna do odczuwania strachu. Ku zaskoczeniu badaczy w  żadnej z ekspozycji na sytuacje silnego zewnętrznego  stresu nie wykazała najmniejszego  objawu lęku. Potwierdziło to przypuszczenia, że ciało migdałowate stanowi bezpośredni ośrodek strachu. Bez niego człowiek staje się nieustraszony.

Mimo, że całkowity brak strachu nie jest wskazany gdyż może prowadzić do zachowań dysfunkcjonalnych jak np. niepotrzebne narażanie życia czy zdrowia opanowanie tego pierwotnego instynktu wydaje się koniecznym warunkiem rozwoju duchowego.

W procesie wewnętrznego przebudzenia poprzez praktykę jogi kundalini mózg gadzi jest najbardziej aktywowaną częścią układu nerwowego. Przetworzona energia seksualna wznosi się wzdłuż kręgosłupa i dociera do ciała migdałowatego, które w rezultacie ulega transformacji. Towarzyszą temu często doświadczenia mistyczne, transcendentne, wyostrzenie wszystkich procesów psychicznych, odmienne stany świadomości.

Image

Image

Przekazy mistyków i ezoteryków znajdują odzwierciedlenie w badaniach naukowych. Badacze z  Massachusetts General Hospital  przy Uniwersytecie w Bostonie zbadali wpływ medytacji uważności na struktury mózgu.

W trakcie 8 tygodniowego programu grupa 12 uczestników odbyła kurs medytacji uważności, techniki łączącej świadomy oddech z nieoceniającą samoobserwacją  pojawiających się myśli i emocji. Trzy tygodnie przed rozpoczęciem eksperymentu, uczestnicy, którzy nie posiadali wcześniejszego przygotowania w praktykach  medytacyjnych zostali poddaniu badaniom polegającym na skanowaniu mózgu za pomocą rezonansu magnetycznego. Test ukazywał aktywność ciała migdałowatego w odpowiedzi na stymulację za pomocą obrazów o różnej treści emocjonalnej; pozytywnej, neutralnej i negatywnej. Ten sam test wykonano trzy tygodnie po zakończeniu programu. Obraz otrzymany za pomocą rezonansu wykazał znaczące zmniejszenie aktywności ciała migdałowatego w grupie posteksperymentalnej. Uczestnicy wypełnili też ankietę, w której odnotowali zmniejszone wartości na skali lęku i depresji. Jednocześnie w grupie kontrolnej nie odnotowano żadnych zmian w obszarze ciała migdałowatego badanych  ani ich samopoczuciu.

Wyniki te potwierdziły hipotezę, że medytacja może poprawić stabilność emocjonalną w odpowiedzi na stres a także być pomocna w walce z lękiem i depresją.

 Image

Skan mózgu ukazujący redukcję aktywności w prawym jądrze migdałowatym w odpowiedzi na emocjonalne bodźce u osób w grupie posteksperymentalnej.

Również inne badania porównujące obraz rezonansu magnetycznego mózgu w grupie początkującej i zaawansowanej potwierdzają wpływ medytacji na strukturę ciała migdałowatego. W tym przypadku grupa zaawansowana odznaczała się znaczenie mniejszą reaktywnością na zew. bodźce. Odkrycia sugerują, że długotrwała medytacja uważności prowadzi do zwiększenia stabilności emocjonalnej poprzez wzmacnianie  akceptacja stanów emocjonalnych oraz  promuje świadomość teraźniejszości. Eksperymenty te umacniają badaczy w przekonaniu, że medytacja ma korzystny wpływ na struktury  mózgu, a co za tym idzie, na samopoczucie i zdolność radzenia sobie ze stresem.

Kiedy Eckhart Tolle mówi, że nie chodzi o to żeby uwolnić umysł ale żeby uwolnić się od umysłu, ma na myśli ego; to co oddziela nas od poczucia Całości. W procesie wewnętrznej transformacji ego zostaje oświetlone strumieniem świadomości i spalone. Możemy je porównać do trolla, który ginie wystawiony na światło słoneczne.

Ziemska egzystencja zawsze powiązana jest z istnieniem ego; jesteśmy zaplątani w cielesność, zmysły, fizjologie czy chcemy tego czy nie. Dlatego całkowite wyjście poza paradygmat ciała i instynktu jest niemożliwe. Powinniśmy natomiast nauczyć się panować nad naszym gadzim mózgiem i rozszerzać sferę wewnętrznej świadomości. Tylko w ten sposób możemy – chociaż częściowo – wyzwolić się z tyranii ego. Bo czyż nie tam  właśnie, w “czarnej chatce”  naszego ego  mieszkają demony żywiące się  garmonbozią, cierpieniem i strachem?

Andrzej Chłapowski

Video | Posted on by | Leave a comment